piątek, 6 listopada 2015

Czerwony smok. Thomas Harris



Ostatnio nie było wpisów z serii "Piątek z książką" ale to absolutnie nie oznacza, że nie czytam :) Wręcz przeciwnie jak zwykle pochłaniam książki. Ostatnio wróciłam trochę do tego, co już kiedyś czytałam i tak poczytałam o "Hannibalu Kanibalu", skończyłam też wreszcie sagę o Harrym Potterze.

Co do Hannibala Lectera, to jaż ładnych lat temu przeczytałam sławetne "Milczenie Owiec". Filmu nie odważyłam się obejrzeć :) jednak jakiś czas temu narzeczony namówił mnie na wspólne oglądanie i tak się jakoś zaciekawiłam, że nie dość ze obejrzałam jeszcze "Czerwonego smoka" to postanowiłam przeczytać pierwszą z serii pana Harrisa tj."Czerwonego Smoka". Jeszcze tak nawiasem mówiąc ta seria jest dla mnie naprawdę makabryczna (a jestem namiętną czytaczką wszelkiego rodzaju kryminałów i thrillerów).



O czym jest książka?

Akcja książki toczy się przed wydarzeniami, które miały miejsce w "Milczeniu owiec". Poznajemy historię (albo raczej jej część) Hannibala Lectera i doprowadzenia do jego aresztowania przez agenta Willa Grahama. Agent FBI, który rozgryzł „Hannibala Kanibala” zrezygnował tymczasem ze służby i wcale nie jest szczęśliwy, że FBI zwraca się niego z prośba o pomoc w schwytaniu „Pana Ząbka” – bezwzględnego mordercy. Tymczasem okazuje się, że rozszyfrowanie śladów tak naprawdę wymaga pomocy tak doświadczonego psychiatry jakim niewątpliwie jest Hannibal Lecter.
Rozkład akcji jest właściwie podobny do „Milczenia owiec”. Jeśli jeszcze nie czytaliście, to napiszę tylko że autor szuka źródła wszelkich patologii Pana Ząbka w jego dzieciństwie. Czytając książkę naprawdę było mi żal tego małego chłopca który wyrósł na takiego potwora. Podobnie było w przypadku „Milczenia owiec”.

Mimo tylu podobieństw, czytając książkę nie nudziłam, wręcz przeciwnie z wypiekami na twarzy czekałam na dalszy ciąg. Fascynujące intrygi, manipulacje Lectera i próby pogrywania z nim podejmowane przez szacowane FBI. To wszystko przenosi nas, czytelników do innego świata.

Podsumowując, polecam lekturę czytelnikom o mocnych nerwach, którzy lubią elementy psychologii wprowadzone delikatnie przez autora powieści.


Już w niedzielę zapraszam na kolejny post, tym razem będzie to relacja z dziergania mojego osobistego, grafitowego SZRUGA, którego realizacja przeciągnęła się o nadprogramowy miesiąc i przyblokowała inne projekty.

Miłego, piątkowego popołudnia,
Anka


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz